piece kaflowe
Catering equipment service
odpoczywaj-w-kolobrzegu.zachpomor.pl
czytniki kodow
wyjazdy integracyjne
nowego porządku, należy wyplenić wprzód porządek stary i zjełczały. Toteż i tam, gdzie tworzy się wielkie, nowe systemy nawadniania i wznosi nowoczesne gmachy - Kapuściński dostrzega rozkład. Odchodzą stare wierzenia i zwyczaje, upada dawna moralność, dawna godność, ich miejsce zajmują szybkostrzelne karabiny, stal, beton. Nowego jeszcze nie widać, a i tak zresztą ludzie za tym nowym nie tęsknią. Ano, mogą siedzieć godzinami bez ruchu, marzyć i pić herbatę, mogą grać w bilard, mogą biegać z karabinami
już weń sensami. Z sensami tak sensownymi, że może z nich czasem wynikać, iż żadnego sensu nie mają. Myślałem wówczas, zwłaszcza gdy czytałem "Chrystusa z karabinem na ramieniu" i reportaże o Angoli, że Kapuściński ze szczególnym upodobaniem lubuje się w wyszukiwaniu i tropieniu nonsensów i paradoksów historii. Że lubi podważać naszą europejską miarę świata, ugładzonego, czystego, sytego, zadowolonego. Ale kiedy przeczytałem niedawno "Wojnę futbolową",
raz kolejny (trzeci, czwarty), czytałem je z równie nie słabnącym zainteresowaniem jak przed laty. One się nie zestarzały, wciągają i jest w tym jakaś magia, którą trudno wytłumaczyć, stosując miary właściwe krytyce literackiej. Ilekroć czytałem nową książkę Kapuścińskiego, tylekroć miałem mu za złe, że pisze jedynie o tym, co dzieje się daleko od nas. Po debiutanckim "Buszu po polsku" jego następne reportaże donosiły już o dalekich zagranicach. A robiły to ze znakomitym wyczuciem
niemiecki, japoński, hebrajski, farsi, węgierski, rosyjski, niderlandzki, duński, ukraiński, włoski, czeski, rumuński, bułgarski, fiński, norweski, szwedzki i serbo-chorwacki. W tekstach, które składają się na tę część książki, przedstawiam analizy książek Kapuścińskiego, począwszy od czystych gatunkowo reportaży w "Buszu po polsku", po "Imperium" i "Lapidarium", które wymykają się jakimkolwiek klasyfikacjom literaturoznawczym. Kiedy sięgałem po te książki po
raz kolejny (trzeci, czwarty), czytałem je z równie nie słabnącym zainteresowaniem jak przed laty. One się nie zestarzały, wciągają i jest w tym jakaś magia, którą trudno wytłumaczyć, stosując miary właściwe krytyce literackiej. Ilekroć czytałem nową książkę Kapuścińskiego, tylekroć miałem mu za złe, że pisze jedynie o tym, co dzieje się daleko od nas. Po debiutanckim "Buszu po polsku" jego następne reportaże donosiły już o dalekich zagranicach. A robiły to ze znakomitym wyczuciem
drzwi, woreczkowy, stołowy, kogo skrzywdził ściereczkowy, wycierający psie siuśki atłasową ściereczką? Mieli tego pecha, że ich pan został obalony siłą i władza, która po nim nastała, też musi się starać, aby władzy nie stracić. Jest to odwieczne i oczywiste prawo, dlatego lepiej zawczasu ukryć się, zaszyć, przemilczeć, przeczekać. Z upadkiem Hajle Sellasjego stanowczo nie skończyła się żadna epoka, ani w Etiopii, ani gdzie indziej. W "Cesarzu" pokazuje Kapuściński rozpad i zagładę pewnego,
na angielski "Cesarza" Henryk Bereza nazywał literaturę faktu "pisarstwem użytkowym". W opozycji do literatury pięknej ma ono być, według tego krytyka, czymś gorszym i mniej szlachetnym, niczym sztuka użytkowa służąca do zaspokojenia praktycznych i doraźnych potrzeb. Nie był to wówczas odosobniony przypadek lekceważącego traktowania reportażu jako gorszego gatunku literackiego. Aż do ukazania się "Cesarza" prawie żaden poważny krytyk czy badacz literatury nie pisywał