Plyty warstwowe Portugalia black jack Dekoratornia guard internet

raz kolejny (trzeci, czwarty), czytałem je z równie nie słabnącym zainteresowaniem jak przed laty. One się nie zestarzały, wciągają i jest w tym jakaś magia, którą trudno wytłumaczyć, stosując miary właściwe krytyce literackiej. Ilekroć czytałem nową książkę Kapuścińskiego, tylekroć miałem mu za złe, że pisze jedynie o tym, co dzieje się daleko od nas. Po debiutanckim "Buszu po polsku" jego następne reportaże donosiły już o dalekich zagranicach. A robiły to ze znakomitym wyczuciem

Egonem Erwinem Kischem). "Szachinszach" oraz następne książki Kapuścińskiego były już przekładane i wydawane na świecie niemal natychmiast po tym, jak ukazały się w kraju. Dzisiaj wydawcy za granicą sięgają nawet po tak, zdawałoby się mało atrakcyjne dla tamtejszych czytelników książki, jak "Busz po polsku". Zagraniczne wydania to dzisiaj sporych rozmiarów biblioteczka i przekłady na ponad dwadzieścia języków. Między innymi angielski, francuski, hiszpański, portugalski,

w Etiopii, pojawi się gdzie indziej, wszędzie tam, gdzie okaże się potrzebny, gdzie potrzebna będzie cisza i korupcja. Będzie służył każdemu, kto zechce kogoś zniewolić i upodlić. Stylistyka tej książki podpowiada zresztą, że nie jest ona reportażem o upadającym autokracie, nazywającym się tylko Hajle Sellasje. Składa się ona z relacji dworaków i sług cesarza, ale wszyscy ci ludzie mówią tym samym językiem. Wypowiadane przez nich zdania posiadają tę samą frazę, intonację, ba - podobne rymy

na angielski "Cesarza" Henryk Bereza nazywał literaturę faktu "pisarstwem użytkowym". W opozycji do literatury pięknej ma ono być, według tego krytyka, czymś gorszym i mniej szlachetnym, niczym sztuka użytkowa służąca do zaspokojenia praktycznych i doraźnych potrzeb. Nie był to wówczas odosobniony przypadek lekceważącego traktowania reportażu jako gorszego gatunku literackiego. Aż do ukazania się "Cesarza" prawie żaden poważny krytyk czy badacz literatury nie pisywał

w Etiopii, pojawi się gdzie indziej, wszędzie tam, gdzie okaże się potrzebny, gdzie potrzebna będzie cisza i korupcja. Będzie służył każdemu, kto zechce kogoś zniewolić i upodlić. Stylistyka tej książki podpowiada zresztą, że nie jest ona reportażem o upadającym autokracie, nazywającym się tylko Hajle Sellasje. Składa się ona z relacji dworaków i sług cesarza, ale wszyscy ci ludzie mówią tym samym językiem. Wypowiadane przez nich zdania posiadają tę samą frazę, intonację, ba - podobne rymy

już weń sensami. Z sensami tak sensownymi, że może z nich czasem wynikać, iż żadnego sensu nie mają. Myślałem wówczas, zwłaszcza gdy czytałem "Chrystusa z karabinem na ramieniu" i reportaże o Angoli, że Kapuściński ze szczególnym upodobaniem lubuje się w wyszukiwaniu i tropieniu nonsensów i paradoksów historii. Że lubi podważać naszą europejską miarę świata, ugładzonego, czystego, sytego, zadowolonego. Ale kiedy przeczytałem niedawno "Wojnę futbolową",

nowego porządku, należy wyplenić wprzód porządek stary i zjełczały. Toteż i tam, gdzie tworzy się wielkie, nowe systemy nawadniania i wznosi nowoczesne gmachy - Kapuściński dostrzega rozkład. Odchodzą stare wierzenia i zwyczaje, upada dawna moralność, dawna godność, ich miejsce zajmują szybkostrzelne karabiny, stal, beton. Nowego jeszcze nie widać, a i tak zresztą ludzie za tym nowym nie tęsknią. Ano, mogą siedzieć godzinami bez ruchu, marzyć i pić herbatę, mogą grać w bilard, mogą biegać z karabinami

- nie mógł narzekać na brak popularności czy zainteresowania ze strony krytyki. Sam Kapuściński nie miał nigdy tego rodzaju kompleksów. W wywiadzie udzielonym Stanisławowi Beresiowi powiedział, że nie konwencja gatunku decyduje o wartości literatury. Dopiero po wydaniu "Cesarza" zaczyna się międzynarodowa kariera Ryszarda Kapuścińskiego. Ta opowieść o mechanizmach władzy autorytarnej i właściwościach systemów totalitarnych osnuta na tle historii Hajlego Selasje, natychmiast

wizerunek świata. W "Cesarzu" także bowiem obserwujemy rozkład, zmierzch, upadek pewnej formy, uważanej przez wielu za trwałą i niewzruszoną. Jest to upadek zupełny i totalny, bo tylko takim upadkiem kończą się absolutne, autorytatywne rządy. Ale zanim dochodzi do upadku, te rządy istnieją, są popierane, w gazetach chwalone za mądre decyzje. Rządzą w ciszy i spokoju, bo zatrudniają całe ekipy pracujące po to, by było wokół nich cicho i spokojnie. Jeśli pod tym kątem popatrzymy na skorumpowany