kursy wloskiego kursy rosyjskiego hiszpanski Krakow kursy hiszpanskiego Kursy jezykowe dla firm Wroclaw

raz kolejny (trzeci, czwarty), czytałem je z równie nie słabnącym zainteresowaniem jak przed laty. One się nie zestarzały, wciągają i jest w tym jakaś magia, którą trudno wytłumaczyć, stosując miary właściwe krytyce literackiej. Ilekroć czytałem nową książkę Kapuścińskiego, tylekroć miałem mu za złe, że pisze jedynie o tym, co dzieje się daleko od nas. Po debiutanckim "Buszu po polsku" jego następne reportaże donosiły już o dalekich zagranicach. A robiły to ze znakomitym wyczuciem

wizerunek świata. W "Cesarzu" także bowiem obserwujemy rozkład, zmierzch, upadek pewnej formy, uważanej przez wielu za trwałą i niewzruszoną. Jest to upadek zupełny i totalny, bo tylko takim upadkiem kończą się absolutne, autorytatywne rządy. Ale zanim dochodzi do upadku, te rządy istnieją, są popierane, w gazetach chwalone za mądre decyzje. Rządzą w ciszy i spokoju, bo zatrudniają całe ekipy pracujące po to, by było wokół nich cicho i spokojnie. Jeśli pod tym kątem popatrzymy na skorumpowany

socjalistycznych. Powiadało się: "Tak dalej nie może być", "muszą nastąpić zasadnicze zmiany". Nikt jeszcze nie wiedział (ani nawet nie przewidywał, jaki konkretny kształt przybiorą te niezbędne zmiany. Wyczuwało się wszakże, że atmosfera społeczna gęstnieje, a władza była coraz mniej skora do stosowania represji wobec opozycji. Wydawnictwa bezdebitowe krążyły niemal jawnie, rzecz nie do pomyślenia jeszcze parę lat wcześniej. W tym stanie rzeczy "Cesarz" był przysłowiowym

tej zasady dzieje się tak wszędzie, dokąd Kapuściński pojedzie. I nie jest to przypadek, że ten świat jest po trosze taki, jaki stworzył kilkaset lat temu wielki Timur. Skłonni jesteśmy wszędzie wypatrywać ruchu do przodu, ruchu postępującego, postępowego. Kapuściński dostrzega kataklizm, zagładę, bezsens, a tam, gdzie nikogo nie stać już na wyrozumowane przeżycie bezsensu - żałosną ironię. I autor "Buszu po polsku" ani jednym zdaniem nie mówi, czy jest to dobrze, czy źle. Nie ocenia

tamtejszych stosunków, tamtejszych mechanizmów władzy i korupcji, i z tak wspaniałym zrozumieniem egzotycznej duszy, że nieraz w omdlałym ze strachu Latynosie odnajdywałem własną, zalęknioną twarz. Narastał wtedy we mnie żal, iż o naszej zgrzebnej codzienności nie przeczytam niczego, co byłoby równie frapujące. Co byłoby napisane tym przezroczystym językiem, gdzie nie dostrzega się pojedynczych słów i zdań, ale widzi się dopiero całe sceny. Całe obrazy z życia, z wpisanymi

po wyludnionym mieście albo siedzieć przed telewizorem i oglądać publiczną egzekucję. Często jednak, przywaleni frazesami jak pewien urzędnik ministerstwa, nic z tego nie rozumieją, bo ten rozpadający się świat nie przystaje do ich wystylizowanych okólników. Afryka, gdzie spędził Kapuściński kilka lat życia, nauczyła go wyrozumiałości i skromności. Nic nie jest oczywiste, nic nie jest pewne i nic nie jest raz na zawsze ustalone. Kiedy czyta się "Wojnę futbolową" widać, że wedle

tej zasady dzieje się tak wszędzie, dokąd Kapuściński pojedzie. I nie jest to przypadek, że ten świat jest po trosze taki, jaki stworzył kilkaset lat temu wielki Timur. Skłonni jesteśmy wszędzie wypatrywać ruchu do przodu, ruchu postępującego, postępowego. Kapuściński dostrzega kataklizm, zagładę, bezsens, a tam, gdzie nikogo nie stać już na wyrozumowane przeżycie bezsensu - żałosną ironię. I autor "Buszu po polsku" ani jednym zdaniem nie mówi, czy jest to dobrze, czy źle. Nie ocenia

tamtejszych stosunków, tamtejszych mechanizmów władzy i korupcji, i z tak wspaniałym zrozumieniem egzotycznej duszy, że nieraz w omdlałym ze strachu Latynosie odnajdywałem własną, zalęknioną twarz. Narastał wtedy we mnie żal, iż o naszej zgrzebnej codzienności nie przeczytam niczego, co byłoby równie frapujące. Co byłoby napisane tym przezroczystym językiem, gdzie nie dostrzega się pojedynczych słów i zdań, ale widzi się dopiero całe sceny. Całe obrazy z życia, z wpisanymi