kadencja4
budowa domow warszawa
kadencja5
Politologia
Black Red White
uda mu się uniknąć kontuzji to bardzo prawdopodobne, że cel zostanie szybko zrealizowany. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Motocykliści w domu dziecka w Warszawie na ul. Kopiowanie, reprodukowanie zamieszczonych materiałów w jakikolwiek sposób w całości lub w części bez uprzedniej, pisemnej zgody Ścigacz. Anonim> przekład z 13 sierpnia 1863. Pierwodruk w języku
na jakości tekstów. Można powiedzieć bez przesady, że reportaż był hołubiony przez gazety, ale także wydawców książek. Dziesięć - piętnaście tysięcy to był średni nakład zbiorku reportaży w latach siedemdziesiątych i te książki były szybko rozkupywane. Czy był to tylko skutek dosyć skromnej oferty księgarskiej? Sądzę, że nie tylko. Istniało wówczas autentyczne zainteresowanie tym, co działo się w kraju. Dochodził do tego jeszcze jeden istotny aspekt: cenzura. W książce można było
w Etiopii, pojawi się gdzie indziej, wszędzie tam, gdzie okaże się potrzebny, gdzie potrzebna będzie cisza i korupcja. Będzie służył każdemu, kto zechce kogoś zniewolić i upodlić. Stylistyka tej książki podpowiada zresztą, że nie jest ona reportażem o upadającym autokracie, nazywającym się tylko Hajle Sellasje. Składa się ona z relacji dworaków i sług cesarza, ale wszyscy ci ludzie mówią tym samym językiem. Wypowiadane przez nich zdania posiadają tę samą frazę, intonację, ba - podobne rymy
swoich dni pozostał wierny własnej poetyce faktopisarstwa, którą zwał "mozaiką". Inni reporterzy uprawiali fikcjopisarstwo, ale były to klasyczne powieści i opowiadania. Kapuściński stworzył właściwie nowy gatunek literacki. Nie podejmuję się tutaj próby zdefiniowania tego gatunku. Sam autor nazywa to, co pisze, "nowym tekstem", twierdząc, że sprawą krytyków i badaczy jest te "nowe teksty" zakwalifikować i nazwać. Niemal w tym samym czasie, kiedy przekładano
tamtejszych stosunków, tamtejszych mechanizmów władzy i korupcji, i z tak wspaniałym zrozumieniem egzotycznej duszy, że nieraz w omdlałym ze strachu Latynosie odnajdywałem własną, zalęknioną twarz. Narastał wtedy we mnie żal, iż o naszej zgrzebnej codzienności nie przeczytam niczego, co byłoby równie frapujące. Co byłoby napisane tym przezroczystym językiem, gdzie nie dostrzega się pojedynczych słów i zdań, ale widzi się dopiero całe sceny. Całe obrazy z życia, z wpisanymi
swoich dni pozostał wierny własnej poetyce faktopisarstwa, którą zwał "mozaiką". Inni reporterzy uprawiali fikcjopisarstwo, ale były to klasyczne powieści i opowiadania. Kapuściński stworzył właściwie nowy gatunek literacki. Nie podejmuję się tutaj próby zdefiniowania tego gatunku. Sam autor nazywa to, co pisze, "nowym tekstem", twierdząc, że sprawą krytyków i badaczy jest te "nowe teksty" zakwalifikować i nazwać. Niemal w tym samym czasie, kiedy przekładano
już weń sensami. Z sensami tak sensownymi, że może z nich czasem wynikać, iż żadnego sensu nie mają. Myślałem wówczas, zwłaszcza gdy czytałem "Chrystusa z karabinem na ramieniu" i reportaże o Angoli, że Kapuściński ze szczególnym upodobaniem lubuje się w wyszukiwaniu i tropieniu nonsensów i paradoksów historii. Że lubi podważać naszą europejską miarę świata, ugładzonego, czystego, sytego, zadowolonego. Ale kiedy przeczytałem niedawno "Wojnę futbolową",
tego świata, jakby zabrakło mu odwagi, jakby sam nie wiedział, jaki świat jest lepszy. Ten - co na naszych oczach się staje, czy ten - co bezpowrotnie odchodzi. Zanim Kapuściński nie napisał "Wojny futbolowej", trudno było nawet ten świat zobaczyć. W reportażu o Angoli widziało się jeszcze sam mechanizm, bezbłędny, precyzyjny. Teraz widzi się już całość. Ta książka o abisyńskim satrapie wykracza bowiem daleko poza Etiopię i jest kolejną z cząstek, z których autor układa pracowicie swój